We wstępie do książki „Zabawy z bronią” autor Szczepan Twardoch dotyka istoty problemu, którą według mnie wcale nie jest potencjalna możliwość obrony przed atakiem bandyty, a kwestie o wiele bardziej fundamentalne:
W tradycjach ludów wolnych i bitnych broń jest i symbolem, i faktyczną gwarancją pewnej elementarnej wolności i równości tych, którzy ją noszą, i zarazem całych, uzbrojonych społeczności. Adolf Hitler nie przez przypadek ominął Szwajcarię w swych podbojach – w tym alpejskim kraju karabin stoi w każdym domu.
Tak było kiedyś i w sarmackiej Polsce. Rozbroili Polaków dopiero zaborcy, broni w rękach ludu panicznie bali się również komuniści.
Dwadzieścia lat niepodległej Polski nie przyniosło w tej mierze żadnych zmian – broń palna reglamentowana jest dziś tak samo ściśle, jak za Bieruta i Gomułki.
Czy Polacy wyrzekli się już tej osobistej wolności, która kiedyś uczyniła ich wielkimi? Czy świadomie wybierają rolę bezbronnych ofiar, czy nie chcą wziąć odpowiedzialności za swoich bliskich i za swój kraj?
Broń jak sama nazwa wskazuje służy do obrony i chodzi tu o obronę przed tyranią rządu, obcym najazdem, czy na samym końcu - bandytami. Incydentalne wypadki nagłaśniane przez media i wywoływane w ten sposób poczucie strachu w żadnym wypadku nie powinny przesądzać o naszym stosunku do powszechnego dostępu do broni jako gwarancji naszej wolności osobistej i wolności naszej Ojczyzny.


pozdrawiam